Pociąg z Zakopanego do Warszawy odjeżdżał o trzynastej z minutami. Do przedziału weszłam pierwsza i długo byłam w nim sama. Nie ukrywam - cieszyło mnie to. Po wyczerpującej rozmowie z burmistrzem, który pod wpływem alkoholu przejechał mężczyznę, miałam ochotę się ulotnić. Po pierwsze, dlatego, że moja pisarska duma musiała znosić tak poniżające wywiady i robić z nich wielką sensację. Po drugie, nie spałam dwie noce z rzędu, a właśnie nadarzyła się okazja do drzemki. Pusty przedział, zasłonięte okno, cisza. Łyknęłam tabletkę nasenną, bo bez niej zasnąć nie mogłam i oddaliłam się do krainy niespokojnych snów.
Obudziła mnie kobieta. Nie miała więcej niż trzydzieści pięć lat, pytała dokąd jadę.
- Do Warszawy. - odpowiedziałam sucho.
- Siedzę tu już długo. Myślałam, że coś jest nie tak. Płytko oddychałaś - uśmiechnęła się. - Jestem Kasia.
- Magda.
Przez chwilę wsłuchiwałyśmy się w ciszę, co zaczęło robić się uciążliwe, ze względu na moją towarzyszkę. Uśmiechała się sztucznie za każdym razem, kiedy na nią spoglądałam.
- Co robisz w życiu? - usłyszałam.
Czyli musimy rozmawiać. Choć miałam ochotę kolejny raz udać, że śpię, jak to miałam w zwyczaju.
- Jestem dziennikarką. Na razie pracuję w podrzędnym piśmie, nie chciałam na początku kariery rzucać się na głęboką wodę, ale gdy nabiorę doświadczenia przeniosę się na coś większego.
- Rozumiem. Czyli teraz nie wiedzie ci się za dobrze?
- Tego nie powiedziałam. Dobrze mi płacą.
- Chodziło mi o twoje zawodowe aspiracje. - Kobieta szybko sprostowała.
- Nie pracuję dla przyjemności, a dla pieniędzy.
Chwila, czy właśnie nie zaprzeczyłam swoim życiowym przekonaniom?
Kasia opuściła przedział szybko po naszej rozmowie. Znów byłam sama, jednak nie na krótko. Skrzypiące drzwi rozsunął wysoki mężczyzna. Ciemne, bujne włosy, badawcze spojrzenie, chuda twarz, lekko garbaty nos. Facet około czterdziestki.
- Wolne? - zapytał zachrypniętym głosem.
- Jak widać - zmierzyłam go wzrokiem. - Dokąd pan jedzie?
- Warszawa. - odpowiedział.
Westchnęłam cicho, jednak nie umknęło to uwadze mojego towarzysza niedoli. Podróże polskimi kolejami były prawdziwym koszmarem, mimo pięknych widoków za szybą i magii samego pociągu.
- Jak masz na imię? - zapytał, jednak nie doczekał się odpowiedzi. - Nie masz ochoty na rozmowę?
- Przepraszam, zamyśliłam się. O co pan pytał? - ocknęłam się.
Uśmiechnął się tak, jak robią to mężczyźni. Jakoś tak lekko, wydychając powietrze uniósł kącik ust do góry. Już nie rozmawialiśmy. Ja zaczytałam się w książce, on w gazecie, którą ktoś zostawił w schowku na walizki.
- Obudzi mnie pani w Warszawie? - pokiwałam głową. - Dziękuję. - powiedział, tym razem z obojętnym, wręcz wrednym wyrazem twarzy. Nawet nie silił się na uśmiech. Coś musiało się stać. Może to jakieś wspomnienie.
Odsłoniłam okno. Przywitały mnie słoneczne promienie, lekko uchyliłam szybę i zamknęłam oczy. Wiatr rozwiewał mi włosy i muskał policzki, cudowna chwila, by się zatracić, jednak ja wciąż myślałam o pracy, o kolejnych wywiadach. Marzyłam o wycieczce ma Czarny Ląd, o nakręceniu naprawdę świetnych reportaży o ważnych sprawach. Nie miałam czasu do stracenia. Musiałam działać.
Usłyszałam telefon. Nie mój, a mojego towarzysza.
- Przepraszam - szturchnęłam go. - Coś panu dzwoni.
- Halo? - przyłożył telefon do ucha, podziękował mi skinieniem głowy i wyszedł z przedziału. - Gdzie jesteś?! Mów. Gdzie Janek?! Szukałem cię wszędzie.. Nie zjawiłaś się nawet na rozprawie.. Zastanów się!
Cholera jasna, ten człowiek jest idealnym materiałem na nowy reportaż. Domyślałam się, że rozmawiał z żoną. Przecież na to polecą tysiące kobiet! Poszkodowany facet, bardzo przystojny, podejrzewam, że nie biedny - porzucony.
________________________________________
Pierwszy rozdział. Wiadomo, poszedł nie tak. Nawet nie wiem, czy później go nie edytuję. Wszystko miało być inaczej. Potraktujcie to jako wstęp do całej historii - prolog.
Chwila, czy właśnie nie zaprzeczyłam swoim życiowym przekonaniom?
Kasia opuściła przedział szybko po naszej rozmowie. Znów byłam sama, jednak nie na krótko. Skrzypiące drzwi rozsunął wysoki mężczyzna. Ciemne, bujne włosy, badawcze spojrzenie, chuda twarz, lekko garbaty nos. Facet około czterdziestki.
- Wolne? - zapytał zachrypniętym głosem.
- Jak widać - zmierzyłam go wzrokiem. - Dokąd pan jedzie?
- Warszawa. - odpowiedział.
Westchnęłam cicho, jednak nie umknęło to uwadze mojego towarzysza niedoli. Podróże polskimi kolejami były prawdziwym koszmarem, mimo pięknych widoków za szybą i magii samego pociągu.
- Jak masz na imię? - zapytał, jednak nie doczekał się odpowiedzi. - Nie masz ochoty na rozmowę?
- Przepraszam, zamyśliłam się. O co pan pytał? - ocknęłam się.
Uśmiechnął się tak, jak robią to mężczyźni. Jakoś tak lekko, wydychając powietrze uniósł kącik ust do góry. Już nie rozmawialiśmy. Ja zaczytałam się w książce, on w gazecie, którą ktoś zostawił w schowku na walizki.
- Obudzi mnie pani w Warszawie? - pokiwałam głową. - Dziękuję. - powiedział, tym razem z obojętnym, wręcz wrednym wyrazem twarzy. Nawet nie silił się na uśmiech. Coś musiało się stać. Może to jakieś wspomnienie.
Odsłoniłam okno. Przywitały mnie słoneczne promienie, lekko uchyliłam szybę i zamknęłam oczy. Wiatr rozwiewał mi włosy i muskał policzki, cudowna chwila, by się zatracić, jednak ja wciąż myślałam o pracy, o kolejnych wywiadach. Marzyłam o wycieczce ma Czarny Ląd, o nakręceniu naprawdę świetnych reportaży o ważnych sprawach. Nie miałam czasu do stracenia. Musiałam działać.
Usłyszałam telefon. Nie mój, a mojego towarzysza.
- Przepraszam - szturchnęłam go. - Coś panu dzwoni.
- Halo? - przyłożył telefon do ucha, podziękował mi skinieniem głowy i wyszedł z przedziału. - Gdzie jesteś?! Mów. Gdzie Janek?! Szukałem cię wszędzie.. Nie zjawiłaś się nawet na rozprawie.. Zastanów się!
Cholera jasna, ten człowiek jest idealnym materiałem na nowy reportaż. Domyślałam się, że rozmawiał z żoną. Przecież na to polecą tysiące kobiet! Poszkodowany facet, bardzo przystojny, podejrzewam, że nie biedny - porzucony.
________________________________________
Pierwszy rozdział. Wiadomo, poszedł nie tak. Nawet nie wiem, czy później go nie edytuję. Wszystko miało być inaczej. Potraktujcie to jako wstęp do całej historii - prolog.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz